Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2017

Łazienka z wanną

Ponieważ mam ewidentnie kryzys twórczy jeśli chodzi o szydełko, wezmę się za przedstawienie skutków remontu, który przetoczył się przez nasze mieszkanie blisko rok temu (rok?? Kiedy to minęło??). Dziś przedstawię Wam jedną z dwóch łazienek. 

Pierwotnie była ona mała klitką z wejściem z jednego z pokoi. Klitką mającą - podobnie jak pozostałe pomieszczenia - lata świetności zdecydowanie za sobą. Była mała, z brudną, odklejającą się tapetą na ścianach i odpadającymi kafelkami pod prysznicem. Te 12 czy 15 lat temu, gdy była robiona, na pewno prezentowała się dobrze, ale w momencie wprowadzenia się było dla nas jasne, że nawet poprzedni mieszkańcy raczej jej nie używali.





Plan był taki, żeby powiększyć ją kosztem pokoju. Zamiast małego prysznica miała się tam zmieścić wanna i dwie umywalki. Zaczęła się wielka rozpierducha :)






W miejscu po prysznicu jest teraz wejście do łazienki, a z boku stoi szafa









A tak się przedstawia aktualnie






To moje dzieło:) Z ładnych dziesięć lat temu wyszyłam te obrazki krzyżykami





Wybaczcie, że nie usunęłam zabawek dzieci, nie dopasowałam kolorystycznie ręczników, nie schowałam kubków ze szczoteczkami, nie zapaliłam świec i nie wiem co jeszcze powinnam zrobić ;)
W domu normalnie toczy się życie, w łazience też, a mój blog nie jest blogiem wnętrzarskim. Wnętrza pokazuję niejako przy okazji. Mogę więc chyba pozwolić sobie na brak profesjonalizmu, nie? (Choć widzę, że muszę w wolnej chwili zrobić jeszcze raz zdjęcia, ostrzejsze i je podmienić)

Mam parę drobnych zastrzeżeń do łazienki. Na pewno zrobiłabym cieńsze fugi niż są. Krzyżyki, które kupowałam wydawały mi się cienkie, a tu fuga wyszła panom grubsza niż myślałam. Nad wanną pojawi się kiedyś drugi plakat, Szukam idealnego o tematyce kąpielowej, pasującego do już wiszącego. Naklejki nad wanną są tymczasowe. W tym miejscu podczas wieczornego kąpania instaluję przewijak dla dziecięcia nr 4 i naklejki są dużą atrakcją :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Remont łazienki - oficjalnie uznaję za zakończony :)

Tak jak już wspominałam zamówiona nowa uszczelka do kabiny prysznicowej okazała się identyczna ze starą. A to oznaczało, że nie producent się rąbnął, a moich fachmanów przerosło złożenie do końca kabiny prysznicowej.
Pan przyszedł - starał się wytłumaczyć dlaczego myślał, że uszczelka jest zła. W sumie mu się trochę nie dziwię: jak zerknęłam do instrukcji - niby obrazkowej - to mózg mi się zagotował. Ale to ja - zwykły szaraczek. Ale od panów zajmujących się na co dzień remontami i montażem różnych urządzeń jednak wymagania są ciut wyższe.
Ostatecznie uszczelka została zamontowana - a ja po wyjściu pana i jeszcze jednej próbie zrozumienia instrukcji, doszłam do wniosku, że pionowa uszczelka została przycięta za krótko o jakiś centymetr...
Co to oznacza? Ano, że przy bardzo niesprzyjających okolicznościach (na przykład kiedy dziecię numer dowolny zamiast myć siebie zacznie polewać prysznicem szybę) trochę jednak tej wody wycieknie poza obręb kabiny. Na samą myśl, że miałabym znów iść i użerać się z panem Włodkiem (który po rozpakowaniu nowej uszczelki i porównaniu jej ze starą łypał na mnie bardzo podejrzanie), znów czekać na przesyłkę, ganiać znów fachowców od łazienki, zrobiło mi się słabo i uznałam, że trudno - zniosę ten ewentualny przeciek - szmatek do podłogi Ci u mnie dostatek, trzeba będzie po kąpieli przetrzeć ewentualnie podłogę i tyle.
W łazience pojawiły się wieszaczki, szafka z odzysku (w poprzedniej wersji łazienki szafka miała bukowe drzwi. Teraz ze względów oszczędnościowych, została przeze mnie potraktowana biała farbą i zyskała nowy uchwyt. Docelowo będzie coś innego wisiało/stało na gebericie - ale co - jeszcze nie wiem.
Myślę, że remont łazienki można uznać za zakończony:) W drugiej połowie czerwca pojawią się drzwi (mam nadzieję, że bez niespodzianek).

TA DAM! Można zachwycać się/krytykować/zlać cienkim sikiem ;)



 Deszczownica - my love! Chłopaków zresztą też. Trwają walki, kto pierwszy pod prysznic ;)


Czy widzicie turkusowy podajnik na mydło? Do podajników mam jakiegoś pecha: albo się obtłukują, albo łamią się w nich elementy. Ostatni, plastikowy okazał się być niefortunnie zrobiony z dwóch części i brud z mydłem dostały się na amen w zakamarki: nie do domycia, wizualnie wyglądało to tak se. Ten turkusowy wydawał się być idealny.I co? I gucio! Jeśli tylko umywalka jest lekko wilgotna, dozownik z niej zjeżdża. Próbowałam pod spód dać trochę silikonu -niestety silikon nie chce się trzymać dozownika. Co robić? Co robić?


A tak wyglądała poprzednia wersja łazienki:





Teraz próbuję ogarnąć resztę mieszkania- szczególnie pokoje chłopaków, robię jakieś misz- masze między szafami, przeprowadzki rzeczy, przy okazji produkując całe worki śmieci (ale człowiek jednak obrasta w różne niepotrzebne szparagały). I zaczynam się zastanawiać - uwaga, teraz będzie o szydełkowaniu- czy na łóżka chłopaków nie popełnić jakiś narzut. Pokoje na razie na etapie urządzania/układania/przestawiania/zastanwiania się.


Łóżko jest już przysunięte i tak nie wystaje. Na zdjęciu jeszcze sprzed założenia listew przypodłogowych.
Ach, listwy: osobny temat. Niestety nie mamy w mieszkaniu drewnianej podłogi. Swego czasu zadecydowały o tym względy finansowe po prostu. Część starych listew znalazła się poru rażenia grzyba - musiały więc zostać wymienione wszystkie. Na widok drewnopodobnych plastikowych listew zrobiło mi się słabo. Myślałam, że nasze stare są nie najlepszej urody - ale przez te parę lat brzydota listew poszła naprzód. Zdecydowałam o kupnie białych - uznając, że ich białość zamaskuje plastikowatość. Plan był niezły - ale poległ w momencie montowania narożników. I co z tego, że narożniki teoretycznie białe i dedykowane do tych konkretnie listew - skoro są w zupełnie innym odcieniu bieli?? Część narożników zniknęła za meblami, część niestety jest widoczna i potwornie kłuje  oczy.


 Granatowe narzuty wyglądają smutno -zaczyna chodzić mi po głowie jakieś granny :)





Pokój dziecka nr 1 na bazie mebli ze starego pokoju chłopaków (po prostu nastąpił podział między pokoje) i naszych szafek nocnych. Górną lampę raczej będę musiała zmienić, bo do pokoju chłopięcego średnio pasują szydełkowe kwiatki.

Jak bardziej ogarnę pokoje chłopaków spróbuję w jednym miejscu zamieścić metamorfozy tych pomieszczeń, bo na przestrzeni paru lat sporo się zmieniało.

czwartek, 23 maja 2013

Remont łazienki i tak dalej ;)

Panowie przyszli - skuli co trzeba, wymienili co trzeba, posprzątali - a my z sąsiadami staramy się wrócić do normalności od czasu do czasu nerwowo zerkając w stronę łazienki i sufitów.


winowajczyni po naprawie



Wczoraj mój "ulubiony" pan Włodek zadzwonił z informacją, że przyszła uszczelka od kabiny prysznicowej. Po dokładnych oględzinach wyszło nam, że uszczelka jest taka sama jak poprzednio... Chyba tym razem moi fachowcy dali ciała, bo trudno mi uwierzyć, że producent kabin pomylił się po raz drugi. Próba założenia uszczelki odbędzie się po weekendzie - na razie podczas korzystania z prysznica podkładamy ręcznik
(swoją drogą prysznic z deszczownicą jest hitem nr 1 wśród dzieci i po raz pierwszy walka przed kąpielą nie dotyczy, kto ostatni do mycia, ale kto pierwszy! Dziecko nr 1 pobiło wszelkie rekordy informując mnie podczas odbierania ze szkoły, że on natychmiast po powrocie do domu idzie pod prysznic:))

A remocnik z łazienki płynnie (he he - oby nie dosłownie) przeniósł się do pokoju dzieciaków. Wczoraj zostały zdemontowane drzwi i futryna i zaczęliśmy malować pokój na biało. Czemu na biało? Bo jesteśmy tak zmęczeni życiem w bałaganie, że chcemy jak najszybciej mieć to całe remontowanie za sobą. A jak wszystko się machnie na biało - po prostu się leci naookoło. Oczywiście łatwo też nie jest: pokój ma na ścianach w sumie trzy kolory: turkus, zieleń oraz czerwień - kiedyś to była nasza sypialnia, jedna ściana była kiedyś czerwona i ten kawałek został za szafą, która z racji pleśni wyleciała.



poniedziałek, 20 maja 2013

Remont łazienki historia z dreszczykiem cz.7

Planowałam tytuł: "remont łazienki zakończenie". Sesja foto, te sprawy.
Życie dopisało jednak następną cześć.
W piątek  po zakończeniu prac,spakowaliśmy się i dzieciaki, odstawiliśmy latorośl do dziadków, a sami pojechaliśmy do Szczyrku zdobywać Skrzyczne na rowerach. Dwa tygodnie remontu, kurz, pył- chcieliśmy odsapnąć i naładować baterie przed malowaniem pokoju.
W sobotę koło 10 zadzwoniła sąsiadka z naszego piętra. Czy jesteśmy gdzieś w pobliżu, bo na gwałt szuka nas sąsiad pod nami. Albowiem woda leje mu się na głowę w łazience, przedpokoju i pokoju.






Taaa. Jesteśmy kilkaset kilometrów od domu. Klucze do mieszkania posiadają trzy osoby: my oraz teściowa, która nie dosyć, że mieszka w innym mieści niż my, to dodatkowo w tej chwili nie ma jej w kraju.
Jeśli natychmiast odwrócimy rowery i  zjedziemy z gór do Szczyrku, wsiądziemy w samochód - i tak minie 5-6 godzin.
Został uruchomiony łańcuszek telefonowy i tak dzięki znajomym i rodzinie udało się wydobyć klucze z mieszkania teściowej, otworzyć nasze mieszkanie i zamknąć dopływ wody.
Wieczorem dotarliśmy do domu - oględziny wykazały przeciek  przy umywalce.
Panowie fachowcy po oględzinach stwierdzili, że coś musiało pęknąć głębiej - więc niestety czeka kucie kafelków, żeby dostać się do rurki doprowadzającej zimną wodę.
Za to u sąsiada po wywierceniu dziurki w suficie spuszczono wiaderko wody.



To ja teraz poproszę o kciuki, żeby następny mój remontowy wpis dotyczył tylko i wyłącznie zdjęć i radości z możliwości korzystania z łazienki.

piątek, 17 maja 2013

Remont łazienki historia z dreszczykiem cz. 6

Wreszcie kafle pojawiły się na całej zaplanowanej powierzchni. Zaczęło się fugowanie. A po fugowaniu... z pewnym niepokojem stwierdziłam, że glazura na ścianie jakby różni się odcieniem gdzieniegdzie. Nie, nie w tym miejscu, gdzie była dokupywana paczka - różni się w całej łazience - tu parę płytek, tam parę. Część jest biała, ale w bardziej zimnym odcieniu, część bardziej taka ciepła. Ki diabeł, skoro wcześniej tego nie było widać??
Fachowcy orzekli, że kafle są łatwo nasiąkliwe, są wilgotne od fugowania i jak wyschną kolor się wyrówna.
Po półtorej doby różnice dalej są. Pozostaje zejść mi na zawał, rwać włosy z głowy albo... olać.
Wybrałam opcję nr 3.
Zostało jeszcze zapakowanie łazienki sprzętem: prysznicem, umywalką itd. Co jeszcze może pójść nie tak?
Na przykład może się zdarzyć, że producent obudowy od prysznica się rąbnie i dołoży uszczelki pasujące do drzwi prawych, podczas gdy posiada się drzwi lewe.
Na samą myśl, że znów usłyszę włodziowe "O kurczę! Niemożliwe!" spróbowałam ominąć pośrednictwo sklepu i zadzwoniłam bezpośrednio do dystrybutora. Niestety - nie udało się ominąć pośrednika w procesie składania reklamacji.
Pan Włodek o 11.15 rano po zdaniu relacji odpowiedział, że zaraz zadzwoni w tej sprawie.
Do godziny 15 jeszcze sprawy nie załatwił - wiem, bo czujnie się panu przypomniałam. Obawiam się, że to nie będzie moje ostatnie przypominanie się, znając jego poczucie czasu i dość swobodne operowanie słowem "zaraz" (edit: a jednak;) Podobno uszczelka ma być we wtorek)
Kinkiet, który zamówiłam nad lustro idzie do zwrotu - bo jednak za słabo świeci - ale to już pierdoły.
Tych pierdółek jeszcze trochę będzie - jakieś wieszaczki, chyba będę dostosowywać stare wiszące szafki do nowej łazienki - co oznacza machnięcie bukowych drzwiczek na biało.
Przed chwilą wyszli panowie szklarze, którzy szybko i sprawnie zamontowali lustro.
Jakoś to zaczęło wyglądać - i nawet ten czarny geberit łatwiej przełykam ;)

Właściwie to koniec historii - choć samej łazience do przysłowiowej kropki na i jeszcze trochę brakuje. Chociażby drzwi :)))


Jaki z tego morał: ostrożnie z panami z salonów z łazienkami - trzeba być czujnym!
Na majstrów od łazienki narzekać nie mogę, na szklarzy również.
Chwila, w której będę mogła wziąć normalny (no, prawie - bo bez uszczelki w drzwiach) prysznic zbliża się wielkimi krokami.






Więcej zdjęć: coming soon :)

Remont łazienki historia z dreszczykiem cz.5

Wreszcie! Zaczęło się układanie glazury! Po drodze było jeszcze parę niespodzianek - typu wylewka, która pokruszyła się pod panami. Wyjaśniła się też kwestia czemu sąsiedzi z dołu tak bardzo słyszą nie tylko tupanie dzieci, ale zwykłe przechodzenie z pokoju do pokoju. Otóż standardowa wylewka ma podobno 5-6 cm. Moja ma...3 cm. Jak widać na materiałach nie tylko firma wykańczająca mieszkanie oszczędzała, ale stawiająca budynek również...






Po wyjściu panów po południu, wtargałam wybraną przez siebie szafkę pod umywalkę, żeby sprawdzić ostatecznie jak będzie wyglądać i...



...gdzie ja miałam oczy?? Tym razem ja, nie pan Włodek (Pan Włodek próbował mi wcisnąć inne szafki, które totalnie, ale totalnie mi się nie podobały - były udziwnione). Gdzie to wenge do czarno- białej łazienki??
Co robić? No jak to co? Przemalować! Mam pewne wątpliwości jak na to zareaguje mój mąż (uznał mnie za wariatkę, która najpierw kupuje nową szafkę, a potem ją maluje). Kupuję czarną błyszczącą farbę w sprayu i szafka staje się czarna.


Czarne stają się również parę dni później rączki dziecka nr 2, gdy najstarszy syn postanowił sprawdzić co się stanie jak się wciśnie ten fajny pstryczek i skieruje w kierunku brata..
A wyszłam tylko na minutę do toalety. Wykurzył mnie z niej płacz Jasia i wołanie Wiktora: szybko, szybko, wymyj pod wodą! Może się zmyje!


Tymczasem w łazience... kończą się białe kafle. Osiem sztuk przed czasem.
Telefon do wiadomego pana: Pani Agnieszko, jak to się skończyły? Kurczę! Niemożliwe!
Zostaje domówiona paczka

Dzień później zaczyna się układanie podłogi i....tak, tak - dobrze się domyślacie: panowie fachowcy informują mnie, że kafelków mają bardzo na styk, z tendencją do za mało. Ostatecznie kąt, który i tak będzie zasłonięty przez brodzik, zostaje dosztukowany docinkami i kawałkiem płytki ściennej.

Obudowa geberitu też zostaje wykończona, a mnie coraz bardziej niepokojąco zaczyna świtać w głowie, że kładzenie kafli w odmienny sposób i podkreślenie klocka czarnymi kaflami nie było najbardziej fortunnym pomysłem...





ciąg dalszy nastąpi

Remont łazienki historia z dreszczykiem cz.4

Nastał  w końcu moment, w którym panowie fachowcy zainteresowali się układem płytek, umywalki, sanitariatu  Wręczyłam im kartkę, na której pan Włodzio wszystko rozrysował.
Za chwilę zostaje zawołana.
- Bo wie, pani. Jest problem. Płytki z dekorami i lustro kończą się pod prysznicem. I jak toaleta będzie w tym miejscu to się będzie waliło nogami w umywalkę. A jak pani trochę przesunie (ale za bardzo nie można - bo dalej pralka) - to tu się robi taki kąt zasłonięty przez sedes i szafkę.


O, fuck! No to se pan Włodzio poprojektował... (Pani Agnieszko - wszystko się zmieści! )


Co dalej, co dalej! Help!
Panowie fachowcy cierpliwie tłumaczą i rozrysowywują kolejne robocze wersje (pewnie w swojej pracy byli milion razy świadkami podobnych sytuacji).
W końcu koncepcja się wyklarowała. Kibelek ląduje na ścianie na przeciwko drzwi wejściowych, koło umywalki. Umywalka ciut bardziej przytula się w stronę prysznica obok. Zamiast czterech dekorów, dajemy jeden, centralnie nad umywalką. Zmienia się wielkość lustra - z poziomego robi się pionowe. Czarne pasy tracą rację bytu na tej wysokości, więc przenoszę je na dół - ale nie na sam. Na samym dole będzie biegł pasek biały.
Niestety mój biedny mózg, z którego prawie że dym poszedł podczas kombinowania na cito, wyłączył się w kwestii obudowy geberitu. Została koncepcja pana Włodka: czarna, z płytkami ułożonymi pionowo.

Za moment doszła następna kwestia. Okazało się, że umywalka jest krzywa. Jeden jej róg odbiega od poziomu o dobre pół centymetra, co potwierdza badanie poziomicą.
Cóż - trzeba zdzwonić do pana Włodzia.
- Pani Agnieszko - jak to nie  zmieściły się? Niemożliwe! Lustro wchodzi pod prysznic?? Nie wiem jak to się stało... Jeden dekor, zamiast czterech? Kurczę, Pani Agnieszko...ale dekory już zamówione... (tu wymowne milczenie z mojej strony jasno sugerujące, że za jego fuszerkę nie mam zamiaru płacić). Dobrze, spróbuję zmienić zamówienie.... Umywalka krzywa?? Ale jak to krzywa?  Kiwa się na szafce? Niemożliwe! Pani Agnieszko, może fachowcom się wydaje? Sam pani widziała? No dobrze, spróbuję zareklamować, podjadę jutro do pani i zabiorę umywalkę"

Jutro dobiegło godziny 16 - a pana Włodka ani widu ani słychy. Telefonu również - więc w końcu sama go wykonałam.
- Kurczę, Pani Agnieszko, nie mogę podjechać, bo sam jestem w sklepie. Ale wie pani, co wymyśliłem? Bo ja mam klienta, który kupił ten sam model. tylko on nie chce stawiać na szafce, tylko wiszący zrobić - to jemu wszystko jedno. To ja zrobię podmianę i jemu dam pani umywalkę.


Szczęka mi opadła do podłogi. Właśnie pan Włodek z rozbrajającą szczerością oświadczył mi wprost, że nie praktykuje reklamacji wadliwego towaru, tylko upycha go innym klientom - a nuż widelec się nie zorientują. Zaczęłam mieć niejasne podejrzenia, że do mnie ta umywalka trafiła w podobny sposób...

Nastał piątek, koniec pierwszego tygodnia remontu. W południe znów wykonałam telefon do pana Włodka z pytaniem, kiedy pojawi się z umywalką i dekorem.
- Pani Agnieszko - będę u pani za 40 minut!

O godzinie 14 wykonałam następny telefon informując pana Włodka, że 40 minut minęło godzinę temu.
O 15 wykonałam następny telefon z pytaniem, kiedy łaskawie się pojawi
O 15.30 dostąpił mnie zaszczyt telefonu od pana informującego mnie , że już za 10 minut u mnie będzie.

Po 16 zajechał pod blok pan Włodzimierz. Niespiesznie - przecież jest spóźniony zaledwie trzy godziny - wysiadł z samochodu. Przeciągnął się. Podrapał po głowie. Rozejrzał dookoła. Leniwym ruchem wyciągnął telefon z kieszeni i zaczął wystukiwać numer....Po skończonej rozmowie powoli wyciągnął umywalkę i ruszył w stronę klatki.


Zaraz, zaraz. A gdzie jest dekor??


- Pani Agnieszko, mam umywalkę! Ale wie pani - może to ta szafka jest krzywa? Moim zdaniem ta nowa umywalka też będzie krzywa, bo nie da się zrobić idealnie prostej.


Biorę poziomicę fachowców i przykładam w każdym miejscu. Wszędzie jest idealnie prosto. No, proszę - a jednak da się.

- Pani Agnieszko, dekor? Kurczę, pani Agnieszko - dekor będzie dopiero na środę... (Nic nie mówię - ale mam swoje zdanie na temat "zaraz zamawiam" Pana Włodka sprzed paru dni.)
Ale, Pani Agnieszko - na pewno pani nie chce więcej dekorów? Ostatnia szansa? Niech pani popatrzy: jeszcze tu dekor i tu - pan Włodek wskazuje rękoma na dwa odległe od siebie punkty na bocznej ścianie łazienki. Nie. Nie chcę więcej .


Jeszcze na wszelki wypadek dopytuję się o ilość białych kafli: ponieważ będzie dekor jeden, a nie cztery, a lustro zajmie powierzchnię odpowiadającą trzem kaflom, a nie czterem - wychodzi na to, że będzie potrzeba więcej białych kafli.
- Pani Agnieszko, niech się pani nie martwi! Na pewno wystarczy i jeszcze pani zostanie!

No dobra - to się nie martwię

Jeszcze rozmowa schodzi na temat nieszczęsnego projektu:
- Kurczę! Pani Agnieszko! Nie rozumiem jak to się stało. Nie wyszedł mi ten projekt... Cóż, zdarza się...




Zaczyna się weekend, przerwa w pracach, a my uciekamy na działkę do moich rodziców umyć się porządnie i wyprać trzy reklamówki ciuchów.

Od poniedziałku zaczyn się kafelkowanie!


ciąg dalszy nastąpi



Remont łazienki historia z dreszczykiem cz.3

Nastała w końcu godzina W (a może raczej R - jak remont?). Panowie fachowcy w liczbie trzech szybko i sprawnie doprowadzili łazienkę do stanu deweloperskiego.



Ponieważ skuwanie zajęło jeden dzień, a nie dwa, padło pytanie czy nie dałoby się przyspieszyć transportu wyposażenia. Telefon do sklepu z łazienkami - ależ Pani Agnieszko, nie ma problemu! Już wszystko do pani łazienki przyszło, czeka. Za pół godziny jesteśmy u pani, żaden problem!.
Poleciałam do ochrony informować, że w ciągu 45 minut maks pojawi się furgonetka i żeby ją wpuścili i spokojnie czekaliśmy z fachowcami na pana Włodzia.

I czekaliśmy

I czekaliśmy

I wciąż czekaliśmy

Minęła godzina

I następna



Ile można, do jasnej cholery, jechać z sąsiedniej ulicy???


Telefon. Pani Agnieszko! Już, już! Klient był , wie pani i zeszło! Już pakujemy za 15 minut jesteśmy u Pani!


Minęło pół godziny



Pani Agnieszko - już zapakowaliśmy! Zaraz u Pani będę!

I tak pan Włodek spóźniony o ponad trzy godziny zawitał z wyposażeniem.
Późniejsze z nim kontakty niestety wykazały, że pan Włodek jeśli chodzi o poczucie czasu ma zakres tolerancji wynoszący od trzech godzin do jednego dnia. I bynajmniej nie zawraca sobie głowy telefonami do klienta.
Szybkie sprawdzenie, czy zamówienie jest kompletne. Okazało się, że nie bardzo. Brakuje czterech płytek - dekorów.
O kurczę! Pani Agnieszko! Dekory! Czy ja zamówiłem dekory.... Chyba nie! Pani Agnieszko - zaraz dzwonię i zamawiam!

Potem się przekonałam, że w słowniku pana Włodzia słowa "zaraz", "niemożliwe!", "o kurczę!" występują dość często ;).


ciąg dalszy nastąpi.

Remont łazienki historia z dreszczykiem cz.2

Miesiąc minął, wielkimi krokami zbliżał się weekend majowy, a po nim termin rozpoczęcia remontu a ja jeszcze nie zaczęłam wybierać wyposażenia łazienki. Nie wiedziałam za bardzo od czego zacząć, co potrzeba a co nie i jak pogodzić gusta moje, męża oraz względy praktyczne wynikające z posiadania trójki dzieci i kota.
W końcu udałam się do niedużego sklepiku z wyposażeniem łazienek znajdującego się niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Uznałam, że skoro ten sklep istniał jak się wprowadzaliśmy 8 lat temu i dalej jest - to nie może być źle. I tak trafiłam, o ja nieszczęsna, w ręce pana Włodka ;)

Pan Włodek to handlowiec i sprzedawca pełną gębą. Obiektywnie rzecz biorąc właściwa osoba na właściwym miejscu - jest w stanie sprzedać prawie wszystko;). Pełen uroku osobistego, z dopracowaną do perfekcji gadką marketingową przyprawioną odpowiednią dozą wazeliny.
I ja się dałam na to nabrać, niestety ;)

Co do opowiadania o technicznych aspektach kranów, ceramiki, spłuczek itp - wiedzę pana Włodka doceniam - bo widać, że zna się na tym co sprzedaje.
Niestety Pan Włodzio rozwijając swój urok, roztaczając nimb fachowca i operując zdaniami typu "Pani Agnieszko - to będzie świetnie wyglądać!", "Pani Agnieszko - to jest rewelacyjny pomysł!", wziął się za rozplanowanie wybranych przeze mnie kafli w łazience....A ja skołowana i umęczona trzygodzinnym wybieraniem wyposażenia łazienki, wyłączyłam czujność.



To wybrane przeze mnie płytki - ku swojemu zaskoczeniu spodobały mi się takie dość nowoczesne. Kafle są błyszczące, w delikatne prążki. Dekor w liście jest taki lustrzany.

Plan pana Włodka był taki: łazienka biała, z płytkami ułożonymi poziomo. Z pasem z czarnych płytek idących dookoła łazienki na wysokości lustra (Pani Agnieszko ja podobną łazienkę widziałem u klienta - to rewelacyjnie wyglądało! Niech się pani nie boi czerni na tej wysokości- przecież kafle i podłoga są białe. Zobaczy pani jak to będzie elegancko wyglądało!). Lustro na szerokość dwóch płytek , na wysokość również dwóch. (Pani Agnieszko - to będzie rewelacyjnie wyglądać!)W okolicach umywalki cztery liściaste dekory (Pani Agnieszko w tych dekorach fantastycznie będzie odbijał się kran od umywalki). Toaleta podwieszana obudowana czarnymi kaflami ułożonymi pionowo (Pani Agnieszko - to będzie bardzo fajnie grało, płytki ułożone w odmienny sposób tak fajnie zaburzą rytm, a przycisk od spłuczki będzie rewelacyjnie kontrastował! Zobaczy pani, pani Agnieszko - będzie fantastycznie!).
Pan Włodzio przyszedł jeszcze do mnie do domu z miarką, mierząc czy wszystko gra (wyszło mu, że gra) i rozrysowując mi ścianę z umywalką i prysznicem na papierze. Wyliczył mi również potrzebną ilość kafli (Pani Agnieszko - ja pani tak kafle wyliczę,że ani nie zabraknie,  ani nie zostanie pani z sześcioma paczkami płytek. Bo wie pani - majstrzy to zawsze wyliczają za dużo, a ludzie z kolei chcą oszczędzić i potem dokupują po jednej paczce, bo braknie. Ja pani wyliczę idealnie, pani Agnieszko!)
Zamówienie zostało złożone, dostawa zamówiona na 9 maja - pozostało czekać i upajać się urlopem majowym.

ciąg dalszy nastąpi

Remont łazienki historia z dreszczykiem cz.1

Postanowiłam opisać moje perypetie z wiązane z remontem łazienki.

Jak doszło do generalnego remontu? Źle zamontowana wanna przed podwykonawcę dewelopera spowodowała ciągłe odchodzenie silikonu nad wanną. Co jakiś czas wyciągałam stare uszczelnienie, mąż nakładał nowe - ale po pewnym czasie problem wracał. Aż w końcu silikon odszedł w najmniej odpowiednim miejscu i pewnego pięknego dnia dostaliśmy smsa od sąsiada z dołu, że coś się u nas dzieje, bo on ma plamy na suficie. I to nie tylko w łazience - ale również w innych pomieszczeniach.
Poszukiwania winnego skończyły się odkryciem, że branie prysznica powoduje kaskady wody spływające po ścianie za wanną i radośnie wsiąkające w wylewkę (bo podwykonawca oszczędzał na czym się dało - między innym na kafelkach i pod wanną nie zamontował nic). Oprócz tego odkryliśmy, że ściana dzieląca łazienkę od pokoju dzieciaków zakryta szafą zazieleniła się grzybem....





Cóż - szykował się większy bałagan. Chłopaków z pokoju szybko eksmitowaliśmy. Wypakowaliśmy cały pokój z zabawek i ciuchów upychając wszystko gdzie się da w reszcie mieszkania. Od tej pory dzieciaki spały u nas w sypialni na naszym łóżku, my przenieśliśmy się na rozkładaną kanapę.
Zamówiliśmy panów fachowców. Panowie przyszli - na dzień dobry zdjęli połowę paneli w pokoju, skuli zagrzybione tynki, skuli obudowę wanny. I kazali czekać aż wszystko dobrze wyschnie - co oznaczało pi razy drzwi jakiś miesiąc. Przez ten czas doszłam z mężem do wniosku, że zrobimy łazienkę od nowa. Czas totalnej rozpierduchy został wyznaczony na dzień 7 maja.

ciąg dalszy nastąpi ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...