Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rower. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 lipca 2010

Laufrad

Wiktor swoją porzygodę z rowerkiem bez pedałów zakończył - teraz śmiga na normalnym rowerku - przyszedł czas na Jaśka :)



Tu młody adept na w trakcie pierwszych prób niecały tydzień temu:



a tu dziś, niecały tydzień od kupna:






wtorek, 8 czerwca 2010

chwalę się dzieckiem nr 1


W kwietniu Wiktor dostał na imieniny laufrada: czyli taki rowerek bez pedałów, do odpychania się nogami. Po dwóch tygodniach szalał na nim bez problemu. Po miesiącu zaczął zjeżdżać z takich górek w parkach usypanych do jazdy na sankach - z nogami w górze.
W ten weekend podjęliśmy męską decyzję i kusząc wiktora lodami za dobre wykonanie zadania wyszliśmy na spacer z rowerkiem z pedałami, bez bocznych kółek.
Po dwóch godzinach jeździł już bez problemu - trzeba mu było tylko pomagać przy ruszaniu.
Dziś na rowerze wróciliśmy z przedszkola - w trakcie powrotu Wiktor sam się nauczył ruszać :)






wtorek, 27 października 2009

Jesień w Kampinosie

w pełni. Scieżki i szlaki przykryte grubym dywanem z liści.
Wczoraj poszalałam z Tiborem na rowerze - i całe szczęście - bo dziś już leje.
Od jazdy - nie wiedzieć czemu bolą mnie...ręce.
O - tak było




a tu filmik z jazdy przez las:

poniedziałek, 21 września 2009

W poszukiwaniu jesieni

W sobotę wyciągnęliśmy rowery, zapakowaliśmy dzieciaki do przyczepki i udaliśmy się do Kampinosu.
Jesieni jeszcze mało - ale sam las: cuudny. Sami popatrzcie:



Więcej zdjęć z wycieczki tu: wycieczka

Udało nam się trafić na dni otwarte na WAT-cie - dzięki czemu przyjrzeliśmy się z bliska m.in. migowi 21 czy jakowi 40 - Wiktor był wniebowzięty.
A ja po obejrzeniu rządowego samolotu, stwierdzam, że nawet gdyby mi zapłacono, to bym nim nie poleciała.

sobota, 5 września 2009

Zdjęcia z Modlina

W domu mamy chwilowy sajgon - wymysliłam sobie pomalowanie dużego pokoju. Sciany w nim po dwóch latach wołały o pomstę do nieba: brudne, wysmarowane kredkami przez Wiktora, a dodatkowo zapaćkane szpachlą przez ostatnie naprawianie pękniętych ścian.
Jasiek przy okazji nauczył się w oka mgnieniu wchodzić na sam szczyt drabiny, przyprawiając nas o papitacje serca.
Mam jednak chwilę czasu na zajęcie się fotkami z Modlina.



reszta do obejrzenia tu: http://galeria.tibory.net/zdjecia.php?tryb=a&id=128

Oprócz tego znaleźliśmy się w galeriach osób, któe stały na trasie z aparatami i cykały zdjęcia. Mnie, nieskromnie bardzo podoba się zdjęcie znalezione w galerii Wojsza:



Bardzo ładne zdjęcia - chyba na każdej Mazovii - robi Zbyszek Kowalski:




A tu mój Szanowny Małżonek :)




Lark78 pięknie uchwycił najbardziej błotnistą część trasy, na której również poległam i to dosłownie ;)
Chwila nieuwagi, trochę mniej szczęścia lub umiejętności i kończy się to tak:

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Mazovia XC Modlin - chwalę się!


Wczoraj pojechałam z Tiborem na zawody. I wróciłam z takim czymś :)



Teraz trochę więcej.
XC w Modlinie to impreza organizowana w ramach MTB MAzovia Marathon. Trochę mniej popularna - bo tak jak na typowe maratony organizowane w ramach mazovii przybywa i 1000 osób - to tu jak była połowa tego - to będzie dobrze.
Pań startowało 15 sztuk - wszystkie kategorie wiekowe razem.
Cel: przejechać cztery czterokilometrowe pętle wyznaczone przez organizatorów na terenie twierdzy Modlin.
Charakter trasy: typowe XC (przynajmniej tak mi się wydaje, bo moje doświadczenie w tego rodzaju rowerowaniu jest mizerne): tak więc bardzo techniczna jazda: podjazdy, zjazdy, zróżnicowana nawierzchnia, kałuże i błotko (a to po opadach dzień wcześniej było bardzo obfite, o czym miałam okazję się przekonać na własnej pupie, dosłownie).
Trzeba się było spieszyć - bo wraz z przyjazdem pierwszej zawodniczki na metę, trasa przejazdu była zamykana - co dla najsłabszych oznaczało nie przejechanie całej trasy, a co za tym idzie brak klasyfikacji.
Na 15 kobitek sklasyfikowanych zostało 7. Ja przyjechałam piąta, a w swojej kategorii wiekowej zajęłam pierwsze miejsce :)
Z jednej strony po przespaniu się i odtworzeniu w myslach całego przejazdu, stwierdziłam, że nie jestem z siebie zadowolona: dałam ciała na starcie, zostałam w tyle, potem na pierwszym podjeździe zablokowały mnie słabsze zawodniczki. Swoje dołożyła też spektakularna gleba w sam środek błocka - z drugiej strony - jak na matkę dwojga dzieci, która rzadko kiedy ma okazję wyrwać się na rower, a ostatnio tak porządnie zmęczyła się jeżdżąc miesiąc temu - to chyba całkiem nieźle, co?

Miałam też niezłego farta: kończąc czwarte, ostatnie okrążenie i zjeżdżając z górki ku mecie, na ostatnich dwudziestu - trzydziestu metrach, do moich uszu dobiegł niepokojący świst. Na mecie okazało się, że w przednim kole mam flaka!

Zdjęcia będą...później. Może jutro będę miała więcej czasu, bo moje starsze dziecie idzie po raz pierwszy do przedszkola!

A ja jeszcze powinnam mu uszyć worek na buty i zapasowe ubrania i worek na pościel...

sobota, 14 marca 2009

Przedstawiam mojego Duszka

Żeby nie było - że ja tak tylko koraliczki, kuchnia, dzieciaki. Przedstawiam mojego Duszka. Jest ze mną od niedawna - zdązyłam na nim dwa razy pojeździć - ale już wiem, że go u-wiel-biam :)








I na koniec mój mały rowerzysta:


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...